Wyróżnij się lub zgiń, czyli o tym jak szewc bez butów chodzi
List do M. - tekst intymny
Myślisz czasem, że chciałbyś coś zmienić w swoim życiu, ale nie wiesz co.
Czujesz, że masz potencjał, jesteś w jakiejś dziedzinie ekspertem, ale po
prostu ci nie idzie.
Albo przynajmniej nie idzie tak, jak byś chciał.
Albo patrzysz na innych, podziwiasz ich i wyobrażasz sobie, że gdybyś miał takie umiejętności, to dużo lepiej byś je wykorzystał. Ale nie masz, więc tkwisz w miejscu, bo tego co ty potrafisz nikt nie potrzebuje.
To ja zadam teraz pytanie: zastanawiałeś się kiedyś nad powiedzeniem „szewc bez butów chodzi”?
Albo przynajmniej nie idzie tak, jak byś chciał.
Albo patrzysz na innych, podziwiasz ich i wyobrażasz sobie, że gdybyś miał takie umiejętności, to dużo lepiej byś je wykorzystał. Ale nie masz, więc tkwisz w miejscu, bo tego co ty potrafisz nikt nie potrzebuje.
To ja zadam teraz pytanie: zastanawiałeś się kiedyś nad powiedzeniem „szewc bez butów chodzi”?
Zdaję sobie sprawę, że nie czujesz kontekstu. Dla ułatwienia dam ci kilka
case’ów.
Przykład 1. Kolega z pracy podesłał mi CV z informacją, że gdybym
potrzebowała grafika, to mogę skorzystać. Rzucam okiem na to CV i co widzę? 3
strony drobnym druczkiem w formacie Word. Szczerze? Nie przeczytałam. Nie
chciało mi się. Zeskanowałam wzrokiem w poszukiwaniu ciekawszych informacji,
znalazłam adres strony z portfolio. Wstukałam link i… podobnie jak w CV nie
znalazłam na stronie docelowej nic, co miałoby wzbudzić we mnie zaufanie do
tego człowieka. Wszak jeśli ktoś mieni się umiejętnościami grafika, to już samo
CV powinno przykuwać uwagę! Wniosek nasuwa się sam: gdybym potrzebowała
grafika, to z usług tego konkretnego nie skorzystam. Bo nie wzbudził mojego
zaufania. I nie zachwycił.
Przykład 2. Koleżanka robi piękne zabawki na drutach. Takie hobby. Jednocześnie
jest nauczycielką w liceum. Specjalizacja ścisła, ale nie matematyka.
Przez długi czas borykała się z brakiem pracy w zawodzie. Przyjaciele
radzili, żeby rozważyła przełożenie swojego hobby na działalność gospodarczą.
Nie potrafiła zaryzykować. W ocenie potencjalnego biznesu skupiła się na swoich
możliwościach wydajnościowych. Zrobienie takiej zabawki, lub fajnej czapki
zajmuje czas. Uznała, że robocizna + materiały stanowią zbyt wysoki koszt
i nikt tego za taką cenę nie będzie kupował. Uznała, że się nie uda. Nie
zrobiła biznesplanu, nie zorientowała się w możliwościach dystrybucji tudzież
założenia czegoś w rodzaju spółdzielni, etc. Założyła Fanpage na Facebooku,
gdzie od czasu do czasu wrzucała zdjęcia swoich rękodzieł. Znowu pracuje w
szkole. Fanpage umarł. Ale może kiedyś uda jej się połączyć jedno z drugim
i hobby stanie się dodatkową pracą zarobkową. Na razie o jej
umiejętnościach wiedzą tylko przyjaciele i znajomi.
Przykład 3. Znajomy rehabilitant. Na Facebooku ponad 500 znajomych, mogłoby
być więcej, ale jednak filtruje zaproszenia. Ma tam też profil zawodowy, dużo
polubień i… martwy. Jest bo jest. Trudno powiedzieć, kogo nie zna. Pracował z
bardzo znanymi sportowcami. Od blisko 10 lat związany z prywatną kliniką
zajmującą się medycyną sportową. Idealne predyspozycje socjalne. Szybko skraca
dystans, dowcipny, szczery, trudno go nie polubić. Do tego znakomity
specjalista, rozwijający się w dziedzinie, którą się zajmuje, robi doktorat.
Można rzec, że świeci swoim światłem: zarówno pod względem profesjonalnym, jak
i czysto społecznym. Ale niespełniony. Na rozdrożu. Kocha swoją pracę, kontakt
z ludźmi, atmosferę miejsca, ale chciałby być kimś więcej, niż jednym z
wielu rehabilitantów w znanej klinice.
Przykład 4. Ekspert przez duże E. Szeroka wiedza teoretyczna i praktyczna z
zakresu budowania strategii i zarządzania firmą, usprawniania procesów,
zarządzania kryzysowego. Świetny prezenter. Od pewnego czasu prowadzi własną
działalność gospodarczą. Szerokie kontakty biznesowe, ale de facto w miejscach,
gdzie już był i doradzał, tudzież ze znajomymi po fachu. Wie, jakie znaczenie
ma marketing, ale zupełnie tego nie czuje. Technologicznie zaawansowany, ale nie
odnajduje się w nowoczesnych trikach marketingowych, szczególnie z
wykorzystaniem social mediów. Jest na Facebooku i na LinkedIn, ale ta obecność
sprowadzona jest do posiadania konta. Mógłby dzielić się tam swoją wiedzą i
budować wokół siebie audytorium. Ale tego nie robi. Kontrakty zdobywa w
dotychczasowy sposób, m.in. współpracując z dawnym pracodawcą, od którego
przyjmuje zlecenia.
Wszystkie wymienione wyżej osoby to przedstawiciele pokolenia X. Zaczynali
swoją karierę zawodową w innych realiach, kiedy praca na etat była jeszcze
normą i kiedy docierało się do innych przez polecenia, znajomości, lub
publikacje drukiem. Teraz rzeczywistość przynosi im utratę dawnego komfortu,
albo wypalenie zawodowe, albo nawet rozczarowanie dotychczasowym życiem. Świat dookoła
ich gna, sukcesy odnoszą ludzie, którzy zaczynali później (niektórzy mieli
jeszcze niedawno mleko pod nosem) i zrobili to zupełnie inaczej. Bez
gruntownego, kierunkowego wykształcenia i zaczynania na stanowisku asystenta. Bohaterowie
podanych przeze mnie przykładów mogą być jak ty. Może nawet rozpoznajesz się wśród
nich, albo widzisz podobieństwa. Chciałbyś, jak oni, coś zrobić, ale nie wiesz
co. Albo wiesz co, ale nie wiesz jak.
Możliwe, że nikt tym osobom nie powiedział o czymś takim jak personal branding.
Albo intuicyjnie wiedzą, że kreowanie osobistej marki jest ważne w biznesie.
Może nawet niektórzy z nich są świadomi, że tę markę już mają. Bo mają i jest
to oczywista oczywistość.
Każdy z nas ma jakąś swoją markę. Pytanie, kto o niej wie poza nami samymi
i znajomymi, przyjaciółmi, współpracownikami, szefem (?). Chociaż co do tego
szefa nie mam stuprocentowej pewności.
Jack Trout wspólnie ze Stevem Rivkinem napisali już dość dawno taką fajną
książkę „Wyróżnij się lub zgiń: jak przetrwać w erze morderczej konkurencji”. W
dużym skrócie książka dotyczy strategii zarządzania produktem (różnicowania,
komunikowania), który w zależności od tego, jak bardzo będzie się różnił od
konkurencji może doprowadzić firmę do sukcesu lub upadku. Teraz wyobraź sobie SIEBIE
jako produkt na morderczym rynku pracy. Im bardziej się wyróżnisz, tym większa
szansa, że odniesiesz sukces zawodowy. Czy to na etacie, czy jako freelancer,
czy biznesmen. Albo przeciwnie: utkniesz tam, gdzie wcale nie masz ochoty
przebywać.
Co powinieneś zrobić? Najpierw zmień perspektywę. Nie patrz utartymi
schematami, przyzwyczajeniami. Nie bez powodu ludzie, którzy np. stracili pracę, po jakimś czasie rozpoczęli zupełnie nowy rozdział. Życie zmusiło ich do
podjęcia ryzyka, na które normalnie by się nie zdobyli; nierzadko do rozpoczęcia
wszystkiego od nowa, metodą wzlotów i upadków. No więc nie czekaj na
katastrofę, ale zacznij już teraz. Przemyśl, zaplanuj i przystąp do budowy
własnego wizerunku. Bo właśnie o twój wizerunek chodzi. Zarządzaj nim tak, jak
zarządzałbyś produktem, który chcesz sprzedać. Masz być rozpoznawalny,
niepowtarzalny i… wiarygodny.
Era komunikacji cyfrowej, w której uczestniczymy to rewolucja, która
niejednemu wywróciła życie do góry nogami. Kto nie będzie potrafił się w tym
odnaleźć, albo utonie, albo stanie się emigrantem wewnętrznym. Na przykład będzie
egzystował w poczuciu życiowego niespełnienia, albo nie zarobi na podstawowe
potrzeby rodziny. Z jednej strony mamy zalew informacji, zdarzeń, osobowości,
z drugiej - nigdy wcześniej nie mieliśmy takiej możliwości dotarcia do
potencjalnych klientów, jak teraz. Tymi klientami są nie tylko osoby, którym
chcesz coś sprzedać. To także ci, którzy będą chcieli słuchać tego, co masz do
powiedzenia. Którzy będą o tobie mówić. I w ten sposób cię promować. Za darmo! J Niekoniecznie na pierwszych stronach gazet, czy
portali newsowych, ale na przykład w środowisku, niszy, w której po prostu
będziesz czuł się dobrze i znajdziesz poczucie spełnienia. I zawodowego i
osobistego.
No więc o co chodzi z tym szewcem, co bez butów chodzi? Przyznam ci się:
jadę na tym samym wózku, co ty, ale ja już pierwsze kroki poczyniłam. Tego
jeszcze nie widać na zewnątrz i może nie robię tego w sposób podręcznikowy. Ale
grunt to zmienić perspektywę i zacząć najpierw od siebie – mam dowody, że to
skutkuje. Trzymam kciuki. Za ciebie i za
siebie. A potem spotkamy się i pogadamy, tak na luzie już, co nam w życiu
wyszło. Naprawdę wyszło. J
Komentarze
Prześlij komentarz